sobota, 23 maja 2015

Rozdział II

P.O.V

Vanessa
( 2 lata później )
<--------------------------->
Minęły dwa lata. Ostatnia klasa. Wreszcie ! Szkoła jest nudna ! Kto wogóle ją wymyślił ? No aż mam ochotę krzyczeć na całe gardło . No ale okej . Leżąc jeszcze w moim kochanym i cieplutkim łóżku usłyszałam wołanie mojej mamy na śniadanie. Przetarłam zaspane oczy i znudzona wstałam i powoli poszłam do łazienki. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Po chwili ciepła woda rozluźniła moje ciało. Umyłam się dokładnie i spłukałam pianę. Wychodząc owinęłam się puchowym ręcznikiem. Udałam się w stronę swojego pokoju , będąc już tam otworzyłam drzwi do garderoby. Ubrałam czystą bieliznę i zaczęłam szukać ubrań w których mogłabym pójść do znienawidzonej szkoły.  Po chwili namysłu wybrałam błękitne rurki , białą  bluzkę z napisem ,, KEEP CALM AND SWAG ''*. Dobrałam do tego miętową bluzę. Gdy już byłam gotowa zajęłam się swoją fryzurą. Związałam je w niechlujnego koka na czubku głowy. Pomalowałam tylko rzęsy bo niezbyt lubię mieć na sobie makijaż. Czuję się wtedy jak plastik. Założyłam na nogi białe stupki a na nie jasno niebieski vansy. Z biurka wzięłam swoją szkolną torbę i zawiesiłam ją sobie na prawym ramieniu. Wychodząc z swojego królestwa ( bo tak nazywałam swój pokój , gdyż to w nim lubiłam spędzać najwięcej czasu ) poczułam zapach pieczonych bułeczek. Zapewne z czekokadą. Mmmm ... Coś co bardzo kocham. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam przy stole moją mamę, tatę i Lucasa. Na mojej twarzy odrazu zawitał ogromny uśmiech . Może uznacie mnie za dziwną ale cieszę się że wszyscy tu są. Rodzice pracują do późna a brat dużo czasu przebywa z Bellą. Bella Thores , miła dziewczyna, mój brat ją kocha i ja wiem że ona jego też. Słodko razem wyglądają. Są ze sobą półtora roku. Mam z nią  bardzo dobre relacje. Często wybieram się z nią i Kathe na zakupy . Jednym słowem przyjaźnimy się. Cała nasza trójka tworzy zgraną paczkę.
- Dzień Dobry ! - powiedziałam z uśmiechem na ustach . Dałam każdemu z nich buziaka w policzek i usiadłam obok brata.
- Hej - odpowiedzieli wszyscy razem przez co razem się zaśmialiśmy. Powoli zjadłam dwie bułeczki z nadzieniem, ponieważ nie byłam zbyt głodna.  Atmosfera była luźna i pogodna.
Spojrzałam na swój telefon i widniała godzina 07:05. Cholera! Spóźnię się do szkoły!
- Muszę już iść do szkoły. Pa ! - wstałam i już chciałam iść ale zatrzymał mnie głos mojego brata.
- Mogę cię podwieść , jeśli chcesz - powiedział a ja przytaknęłam twierdząco głową. Po chwili  siedziałam już w czarnym porsche. Co jak co ale Lucas lubi luksusowe, szybkie i drogie auta.
Czekając na brata zaczęłam poszukiwać w radiu jakiejś fajnej nuty.  I BOOM ! Usłyszałam głos którego chcę unikać na wszystkie wszelkie sposoby. Ale tak się nie da! Lucas wszedł do samochodu , a ja nieźle wkurzona pośpiesznie wyłączyłam radio. Nie zrozumcie mnie źle. Ja poprostu chcę zapomnieć o nim. Brat zauważył że coś jest nie tak . Dam se rękę ściąć że zaczniessię pytać co mi jest i tego typu pytania.
- Heeej. .Co się stało ? - spytał , mając w oczach troskę.
- Nic. Poprostu mam zły dzień i tyle. - odparłam opierając głowę o szybę. Odpalił silnik i z piskiem opon ruszył w kierunku mojej szkoły.
- Babska choroba ? - wypalił nagle poruszając sugestywnie brwiami a ja spojrzałam na niego jak na idiote. Po chwili zaczęliśmy smiać się.
- Jesteś niemożliwy. - odparłam kręcąc głową. Po niecałych 5 minutach byliśmy przed budynkiem szkoły. Budynkiem wiecznych męczarni uczniów. Ale dla mnie niedługo to się skończy.
- Dzięki. Pozdrów ode mnie Bell's ! Paa  . - mówiąc to wysiadłam i udałam się w stronę drzwi wejściowych.

****
Idąc szkolnym korytarzem , słyszałam rozmowy których napewno nie chciałabym teraz usłyszeć. Spojrzałam na plan lekcji i stwierdziłam że moją ostatnią lekcją którą będę miała teraz będzie wychowanie fizyczne. Lubię sport. Zostawiłam książki w swojej szafce i ruszyłam w stronę hali. Gdy byłam już w szatni czekałam na swoją przyjaciółkę Kathe. Jej jedną z kilku wad było to że często się spóźniała. A ja byłam jej totalnym przeciwieństwem. Ja byłam znana jako dziewczyna  bez urody, mająca same wzorowe oceny. Mam niską samoocenę. Nie chodzę na imprezy bo nie lubię. A Kathe? Imprezowiczka. To słowo ją idealnie opisuje.  Mimo to ją kocham jak siostrę. Po chwili w pomieszczeniu pojawiła się moja przyjaciółka. Do dzwonka na lekcje  zostało około pięć minut.
- Hej !  - powiedziała zadyszana przez co ja zaczęłam niepochamowanie się śmiać.
- Cześć- Odparłam i przytuliłam ją mocno.
- Co było powodem braku ciebie na pierwszej lekcji ? - zapytałam . Na twarzy blondynki ujrzałam grymas.
- Umm....Byłam wczoraj wieczorem na imprezie. Trochę wypiłam , niczego nie pamiętam. Gdy obudziłam się była godzina 8;05 więc wiesz. - odparła jakby nie pamiętanie niczego z imprezy było dla niej rzeczą oczywistą i spotykaną codziennie. Ehh...Ale co ja na to poradzę? No właśnie . Nic.
- Kac morderca , nie ma serca. - odpowiedziałam jej tym a na jej twarzy znów pojawił się grymas. Po chwili w pomieszczeniu pojawiły się dziewczyny z klasy,  oznaczając że był już dzwonek na lekcje. Przebrałam się w szare ,dresowe shorty i  czarną bokserkę. Na stopy założyłam conversy. Nie czekając na nikogo wyszłam na boisko, iż pogoda na zewnątrz była bardzo sprzyjająca graniu na boisku . Po niecałych dwóch minutach zjawiły się dziewczyny.
Każda oprócz mnie i Kathe znów rozmawiały na nie lubiany przeze mnie temat. .
- Drogie panie! Dziś pana od w-f nie będzie przez co będziecie grały z chłopakami. - oznajmiła pani dyrektor , pojawiając się niewiadomo z kąd.
 Dziewczyny zaczęły się cieszyć niewiadomo z czego. Czym się tak ekscytować?  No ale Okej. Przeżyje te 45 minut i będzie spoko.Na boisku pojawili się chłopacy . BEZ. KOSZULEK. O . BOŻE...Okey. Teraz rozumiem trochę dziewczyny. Byli przystojni, lekko umięśnieni lecz nie w moim typie. Po lekcji w-f poszłam wziąć prysznic. Nie źebym śmierdziała czy coś w tym stylu. Kwestia przyzwyczajenia i tyle. Gdy byłam już odświeżona i ubrana opusciłam budynek szkoły. Idąc w stronę domu zauważyłam znajomą mi twarz. Wspomnienia wróciły. O nie!  Odetchnęłam zulgi gdy zauważyłam że to plakat ogromnych rozmiarów. Walnęłam się ręką w czoło z mojej głupoty. I teraz uznacie mnie za bezuczuciową sukę. Poprostu chcę zapomnieć o tym cp było  kiedyś . Na moim miejscu nie jedna dziewczyna zrobiła by tak samo. Z kieszeni spodni wyciągnęłam  swojego białego i-Phona . Podłączyłam słuchawki i zaczęłam słuchać piosenki Faydee - Can't let go. Słuchając tego dotarłam do domu.
------------------------------------


* - Keep calm and swag - bądź spokojny i bądź sobą.
Hej.

Nie wiem co mam napisać. Że jest mi bardzo przykro czy że was przepraszam. Bo jest mi ogrooooomnie przykro i chcę was przeprosić że tak długo nie było rozdziału.
I mam taką propozycje. Mogę dodawać jeden rozdział na miesiąc ale on byłby znacznie dłuższy od tych co dodałam wcześniej. I chyba wtedy było by lepiej , nie sądzicie? 
Oki. Pozdrawiam i kocham :3

Proszę o komentarze <3 ♥♡


sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział I



Mając 14 lat byłam w pierwszej klasie gimnazjum. Pierwszy raz się zakochałam. Pierwszy raz się całowałam. Pierwszy raz pokłóciłam się z przyjaciółką. Teraz byłą przyjaciółką. Miałam swój cel na przyszłość do którego uparcie dążyłam .
Za niecałe dwa miesiące trzecie gimnazjum opuszczają szkołę , wybiorą swój kierunek szkoły . Za niecałe dwa miesiące moja pierwsza, prawdziwa i nieodwzajemniona miłość odejdzie. Odejdzie zostawiając mnie tutaj samą. Samą z tym głupim uczuciem .
Szkoła nie była duża, lecz nie każdy się tutaj znał. Tak jak w moim i jego przypadku.
Pamiętam kiedy na jednej z imprez koleżance spodobał się obiekt moich westchnień...
 Zatańczyła z nim. Ja nie zważając na swoje uczucia zadedykowałam im piosenkę.
Nie wiem dlaczego to zrobiłam... Może to wtedy zdałam sobie sprawę że nie mam u niego szans. Jednak z tego nie wyszedł jakiś tam związek czy wielka miłość. Poprostu przylotne zauroczenie. Rozmyślając nad tym wstałam z łóżka. Spojrzałam na zegarek 9:24. Szczerze?
U mnie w soboty to normalne. Nie spiesząc się ruszyłam z stronę łazienki. Wzięłam prysznic mając ciało truskawkowym żelem a włosy kokosowym szamponem. Wychodząc owinełam się puchowym ręcznikiem. Ubrałam nową bieliznę , jeansowe rurki , zwiewną do pempka białą bluzkę zakładając na to czarną rozpinaną bluzę. No stopy założyłam czarne vansy. Podeszłam do lustra i widząc swoje odbicie stwierdziłam że nie potrzdbuję makijażu mimo podpuchniętych oczu z przemęczenia. Otworzyłam drzwi wychodząc na korytarz. W jadalni jak i w salonie panowała cisza, więc pewnie rodzice są już w pracy. Moja mama Ann jest lekarzem. Wiecie ostry dyżur i te sprawy. Przez to mało przebywa w domu. Tata  Matt jest biznesmenem. Jego firma szczególnie zajmuje się grubymi sprawami. Nawet sama nie wiem o co w tym chodzi. Ale nie dopytuje się bo wiem że to zgodne z prawem. Podeszłam do szawki wyjmując z niej płatki kukurydziane. Z lodówki wyciągnęła mleko polewając nim wsypaną już do małej miseczki płatki. Mimo późnej godziny nie byłam zbytnio głodna. Śniadanie zjadłam powoli. Wczoraj umówiłam z Kathe na spacer. Kathe to moja druga przyjaciółka. Znamy się od mojej przeprowadzki do NowegoYorku  mimo to traktuje ją jak siostrę. Czesto mnie wkurza ale to już mniejszość. Przeprowadziłam się tutaj gdy miałam zaledwie 9 lat. Przez te marne 5 lat zdążyłam ją pokochać. W sensie jako siostrę. Mam starszego brata Lucasa. Ma 19 lat i w tym roku kończy szkołę mechaniczną. Interesuje się szczególnie szybkimi samochodami jak i motocyklami.  To on zawsze zawozi mnie do szkoły jak i odbiera. Tak... Jest bardzo opiekuńczy. Zawsze się o mnie martwił. Mówił tak ,, Jesteś moją jedyną siostrą. Poprostu chcę żebyś była zawsze bezbieczna '' . Urocze czyż nie ? Bardzo go kocham ale się o niego martwię. I tutaj mam na myśli szybką jazdę.
On ją ubustwia.. Hym.. Szczerze ostatnio też ją polubiłam jednak dalej mam tą niepewność. Słysząc dzwonek do drzwi , powoli ruszyłam aby je otworzyć. Przekręcając kluczyk w drzwiach usłyszałam charakterystarczy dzięki należący do Kathe. Zaśmiałam się pod nosem i otworzyłam drzwi wpuszczaćjąc do środka  przyjaciółkę.
- Ciebie też miło widzieć. - powiedziałam uśmiechając się z widoku Kathe bo sama w tym ogromnym domu nudziłam.
- Tak.... Chodź . Na zewnątrz jest piękna pogoda. Pójdziemy do parku. - odezwała się z uśmiechem na twarzy. Kathe jest średniego wzrostu blądynką. Jej jasne włosy sięgały do pasa . Oczy miała ciemne zielone. Szczupła i zgrabna. Jeden dziwny fakt. Nie ma chłopaka , chociaż nie jednemu się podoba. Jednak ona czeka na tą prawdziwą miłość. Była podobnie ubrana do mnie jedynie że ona miała czarną do pempka bluzkę i ciemne rurki.
- Poczekaj chwilę.- mruknęłam biegnąc do pokoju po okulary przciwsłoneczne. Pośpiesznie założyłam je na nos. Spojrzałam jeszcze na lustro.  Mówiąc skromnie wyglądałam nieźle. Gdy zeszłam na dół wraz z Kathe wyszłyśmy z domu. Zamkmęłam go na klucz.  Przez całą drogę do parku czułyśmy na sobie spojrzenia. Wcale im się nie dziwię.    
Czternastolatki wyglądające na lat 16 chodzą w letnich ubraniach po parku. Całą drogę gadałyśmy i się śmiałyśmy. Możecie mi wieżyć lub nie ale Kathe nigdy nie brakuje tematów do rozmów. Jakby notowała je sobie . O 16 postanowiłam wrócić , ponieważ Lucas wraca ze szkoły. Mieli jakieś praktyki czy coś. Kathe odprowadziła kawałek drogi . Idąc sama chodnikiem myślałam o tym co będzie gdy ta osoba odejdzie.  Nagle zderzyłam się z kimś. Z rąk wypadły mi kupione wcześniej zakupy na kolacje. Nie patrząc na twarz osoby kucnęłam wypowiadając ciche ,, Przepraszam ".
- To ja przepraszam. - powiedział zachrypnięty głos  który rozpoznam z daleka. Uniosłam głowę w górę . Jego brązowe oczy przyciągały jak magnez. Dosłownie można było w nich utonąć.  Ukucnął i pomógł mi pozbierać rozsypane produkty z ziemi. Teraz do mnie dotarło że on mnie wogóle nie zna i nawet nie kojarzy. Wstał, spojrzał na mnie , uśmiechnął się delikatnie wypowiadając ciche ,, Cześć '' i odszedł.
Po powrocie do domu zachowywałam się dość dziwnie. Ugotowałam kolację dla rodziców i Lucasa. Około 18 brat wraz z rodzicami pojawił się w domu. Oczywiście nie byli by sobą , gdyby nie spytali co mi jest. Odpowiadałam tylko że to nic takiego. Rodzice to łykneli lecz nie Lucas. Przypatrywał mi się uważnie. Gdy zjadłam pożegnałam się z rodzicami życząc im dobrej nocy i poszłam do pokoju. Gdy brałam prysznic ciepły strumień wody zadziałał na mnie jak tabletka na ból głowy . Po wieczornej toalecie ubrałam się w piżamę składającą się z dresowych spodenek i czarnej luźnej bluzki z białym misiem. Włosy rozczesałam zostawiając je mokre. Gdu byłam już w pokoju wzięłam laptop z biurka i usiadłam na łóżko nakrywąc się puchowym kocem. Zalogowałam się na facebooka. Widząc że nie ma nic tam ciekawego odłożyłam komputer na szafke obok łużka. Postanowiłam napisać do Kathe mając nadzieję że jeszcze nie śpi . Przecież jest około 22. Ona zawsze kładzie się wcześnie spać. A ja jestem jej przeciwieństwem.

Do Kathe:

Hej. :) Nie śpisz ? xo

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź .

Od Kathe :

Siemka ;) Ehh... Wiesz właśnie miałam kłaść się do łóżka . Jestem zmęczona :/ Pomagałam mamie. :( xo

Do Kathe:

Oo... Okej ;) Miłych snów <3 xo

Od Kathe :

Dobranoc ♡ xo

Usiadłam na parapet okna patrząc w niebo. Nagle w pokoju zabrzmiał dźwięk pukania  do drzwi.
- Proszę.
Drzwi otworzyły się a zza nich wyszedł Lucas. Uśmichnął się przyjaźnie po czym podszedł i usiadł koło mnie. Swoją lewą rękę położył na moje ramie a ja się bez chwili zastanowienia przytuliłam do niego. Z moich oczu zaczęły powoli spływać łzy .Lucas wolną ręką starł je.
- Hej. Siostra. Co jest ? - spytał zatroskanym głosem.
- Nic .- odparłam cicho.
- Znam cię. Nigdy bez powodu nie płaczesz. - odpowiedział pewny swojego zdania. I miał rację.
- Pamiętasz tego chłopaka o którym ci mówiłam ? - zapytałam znając odpowiedź.
- Tego Justina ? - spytał a ja przytaknęłam . Po niedługiej chwili opowiedziałam mu o dzisiejszym zdarzeniu. Gdy skończyłam mówić moje oczy powoli się zamykały. Poczułam jak moje ciało się unosi  a po chwili opada na łóżko i zostaje przykryte kocem.
- Dobranoc Siostro . - szepnął Lucas .
- Dobranoc .- odpowiedziałam cicho i ziewnęłam. Po chwili byłam już w krainie Morfeusza.



Hello . Rozdział spóźniony.. Postanawiłam sprubowaç dodawać rozdziały co tydzień w soboty. Miłego czytania i proszę o Komentarze :)

wtorek, 31 marca 2015

Prolog

Większość dziewczyn w mojej szkole jest typu ,, Lalek Barbie ''. Ja do nich nie należałam. Od dawna wiedziałam że jestem inna. Ja nie chodziłam do szkoły w spodniczkach do ud czy też w bluzkach zbyt dużym dekoldem. Poprostu byłam na luzie. Byłam sobą. Nikogo nie udawałam jak one. Bo one są plastikami. Rozmyślając nad tym usiadłam na schodach które znajdowały się przed domem. Była noc. Na niebie pełno gwiazd. Zawsze miałam nadzieję że kiedy któraś z nich spadnie to moje marzenie się spełni. Cóż...Żyję z tą nadzieją już ponad 15 lat . Ale wiem że to tylko słowa mamy która próbowała mnie pocieszyć. Spojrzałam na zegarek na którym widniała godzina 01:52.  Ponieważ jutro szkoła postanowiłam pójść już spać. Wstałam, nie robiąc hałasu i cichym krokiem ruszyłam w stronę wejścia domu. Rodzice spali więc musiałam iść powoli. Po pewnej chwili byłam już w swoim pokoju. Położyłam się na łóżku , nakrywając się puchowym kocem. Zamknęłam oczy. Po niedługim czasie Morfeusz porwał mnie w swoje objęcia...



Uff... Prolog już za sobą. Jest to mój PIERWSZY blog o Justinie Bieberze. Myślę że mimo szkoły rozdziały będą pojawiały się co tydzień. Okey. Wiem że zanudzam. Proszę o komentarze :**
Ask - CieplyMis
GG - 52 22 94 03